Subscribe:

Ads 468x60px

wtorek, 2 sierpnia 2011

Musi być lepiej.

Co nas nie zabije - to nas wzmocni. Plus parę dziwnych zdjęć. O.



Życióweczka jednym słowem. Więcej zdjęć wieczorem, jak będą goście, co bym nudę zabił.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Nie to, że bym czuł się dziwnie. Ale nie jest tak jak być powinno, w ogóle nie jest tak jak być powinno. Trochę w tym i mojej winy, ale chyba nie tylko. Ja się już nauczyłem, żeby nie spodziewać się za wiele po sobie, toć za wiele nie umiem chyba z siebie dać. A jeśli coś daję, to na tyle nieudolnie, że potem cierpię. A może ja po prostu za dużo oczekuję? Nostalgię czuję, dosyć nagminnie - dodam. Niby ten czas leci i tak dalej, ale gdzieś w głębi duszy mam wrażenie, że mija bezpowrotnie, a ja stoję w miejscu. Może i dobrze, że obok, że patrzę na to z dystansem, ale gdy już chcę coś zrobić jako persona, to albo to spoczywa na laurach, albo po za etap planowania nie wychodzi, po drodze schodząc na etap marzeń. Najczęściej tych najskrytszych - przed snem. A właśnie wtedy chyba nachodzą mnie najbardziej idiotyczne marzenia. Jakie? Nie wiem czy jest sens o nich mówić. Choć wiem, że nic co ludzkie nie jest Nam obce, to nie sądzę by internet był dobrym miejscem na dzielenie się Nimi. Lęk przed wyśmianiem? Nie. Raczej asertywność. Asertywność, którą momentami za bardzo przerzucam na dzień codzienny. Choć są sprawy w których nie będę asertywny. Są nimi uczucia. I chyba źle wychodzę na tej mojej otwartości. A przecież jeszcze nie tak dawno to ja byłem postrzegany jako chodząca tajemnica. Wzorem ojca chyba, tyle, że tatuś niekoniecznie dobrze na ukrywaniu ów osobowości wyszedł. Wiem jak skończył. Gdzieś jednak siedzi we mnie to dobro. Ale i kawał skurwysyństwa. Nie do wszystkich rzecz jasna, ale jest coraz bardziej skrywany, coraz bardziej domaga się wyjścia. Ujawnienia. Czyżbym znowu zbierał się do wybuchu? Być może. Choć mam w pamięci ostatnie dwa wybuchy. Pierwszy skończył się uszkodzeniem na długi okres czasu nogi, a drugi? Cóż, nie będę zostawiać po sobie dowodów dla ewentualnych służb. Tak czy siak coś rozpierdala mnie od wewnątrz. Nie wiem co to jest. Czy wewnętrzny krzyk, czy rozpacz. Czy brak osiągnięć w pewnych celach. Wiem natomiast, że nie ma to dobrego wpływu na mnie. Zaczynam w pewnym temacie sam siebie nakręcać jak katarynka i zdarta płyta. Ciągle w kółko i w kółko. Fajnie mówić o tym, mieć świadomość tego. Ale jeszcze gorzej walczyć ze świadomością świadomości brnięcia świadomie w durne czyny. Czasem serce bierze górę nad rozumem. A kiedy ja się nauczę, że odwrotnie być powinno?

niedziela, 31 lipca 2011

Notka pierwsza, a zarazem testowa. Trafiłem tutaj za czyjąś pomocą ;-)